Przed dwoma laty roku wygrał Kamil Zieliński z Mexller Team, która od ubiegłego sezonu jeździ pod nazwą Domin Sport, a jego dyrektorem sportowym jest Andrzej Domin.  

–     Wyścig Solidarności jest uznawany w kolarskim peletonie za imprezę numer dwa po Tour de Pologne, bo przyjeżdżają ekipy zagraniczne, z których każda chce wygrać – mówi dyrektor Domin. – Kamil jest jednym z faworytów, bo potrafi jeździć w górach, które są dopiero na końcu wyścigu. Ale wszystko może zależeć, nie tylko od dyspozycji zawodników, ale także szczęścia. Finisze znajdują się w centrach miast i na metę prowadzą drogi brukowane i wąskie. Wyniki ostatnich lat pokazują, że w ostatecznej klasyfikacji liczą się sekundy zdobywane dzięki bonifikatom na finiszach.

    

Kamil Zieliński wierzy w siebie i czeka na dobrą pogodę. – Lubię początek lata, bo należę do kolarzy „ciepłolubnych”. Dlatego Wyścig Solidarności należy do moich ulubionych (w ostatnich dziesięciu latach tylko raz padało i temperatura spadała poniżej 10 stopni Celsjusza). Zdecydowanie wolę gdy jedziemy z północy na południe, czyli zaczynamy na nizinach i kończymy trudnymi podjazdami. W odwrotnym kierunku więcej szans mają sprinterzy, bo na początku mają więcej sił i dużą pomoc swoich kolegów z drużyny. Właśnie w taki sposób wygrał przed rokiem Johan Ariesen z The Tielse Metec Cycling Team TKH. 

 

Holenderski zawodnik zapowiedział, że wraca do Polski, żeby ponownie wygrać Wyścig Solidarności, ale na Kamilu Zielińskim nie zrobiło to żadnego wrażenia. – Zobaczymy kto w jakiej formie będzie. Ja się rozkręcam z imprezy na imprezę. Bardzo lubię ten czas, bo jest wiele ważnych wyścigów. Solidarność chciałbym ponownie wygrać. Szczególnie, że trasa jest podobna, jak przed dwoma laty.

 

Zieliński jest przekonany, że bez względu na kolejność w klasyfikacji generalnej po trzech dniach i tak losy wyścigu rozstrzygną się na ostatnim etapie z Tarnobrzega do Krosna na podjazdach pod zamek Kamieniec (w okolicach Krosna). - Lepiej byłoby, gdyby to były trzy, a nie dwa, ale i tak peleton powinien rozerwać się na kilka części. Tam wszyscy górale będą szukać swojej szansy, ja także.

 

Przypomnijmy, że przed dwoma laty Kamil Zieliński wygrał królewski etap z Nowego Sącza do Krosna (192 km)  i objął prowadzenie w klasyfikacji generalnej 25 Wyścigu Solidarności i Olimpijczyków. Na finiszu wyprzedził Włocha Mirko Tedeschi z ekipy Team Idea, z którym uciekał od ostatniego z trzech wjazdów pod górę Kamieniec.

– Ja jechałem, a Włoch nie dawał mi zmian niemal do końca – mówił na mecie Zieliński. – Skoczył dopiero na ostatnich metrach, ale zdołałem go wyprzedzić i wygrać. Na gratulacje zasłużyła cała moja grupa, bowiem mocno pracowała, bym mógł zaatatakować i wygrać – mówił w Krośnie Kamil Zieliński.  Przewagę utrzymał do mety w Jarosławiu.